środa, 23 września 2015

Rozdział VI{Rycerze i damy serca}

113 o.P
Czerwona Twierdza


Laenor patrzył na nią długo, ostrożnie, może coś oceniając. Rhaenyrze nie podobało się to spojrzenie. Za kogo on się uważał, aby mierzyć ją niczym kawał tkaniny? Co takiego w niej go odrzucało? Odwróciła wzrok i dalej siedząc na skraju łoża, poczęła wyplątywać z warkocza pozostałe na miejscu kwiaty. Znajdowali się w dużej, bogato przystrojonej komnacie, którą ojciec przydzielił im na pierwsze noce po ślubie. Teraz za łukowatymi oknami czerniła się późna noc, a na stoliku płonęły drżące świece.
— Mamy czas — mruknęła, słysząc, że za drzwiami jeszcze gra muzyka, a utrzymujący się na nogach goście coś wyśpiewują. — Niemal całą noc.  
Nowo poślubiony mąż poruszył się niepewnie na krześle.
— Jesteś piękną panną, kuzynko — przyznał, być może po raz pierwszy szczerze. — Mężczyzna, który cię pokocha, będzie miał wielkie szczęście.
Księżniczka nieoczekiwanie pomyślała o ser Cristonie.
— Doprawdy?
Laenor w dalszym ciągu nie zbliżał się do niej i z sobie tylko znanego powodu kontynuował tę bezsensowną wiązankę pochlebstw.
— Wielu szlachciców w królestwie wychwala twą urodę…
— A więc o to chodzi? Słyszałeś plotki o mnie? — Skrzywiła się ze złością. — Sądzisz, że jestem jak ladacznica i rozkładam nogi przed wieloma…?
— Nie! — obronił się szybko. — Nie wierzę w te… plugastwa.
— A zatem o co chodzi? Kuzynie — spojrzała na niego przenikliwie — dlaczego jeszcze nie przygważdżasz mnie do łoża i nie spełniasz małżeńskiego obowiązku? To śmieszne, że mi zależy na tym bardziej niż tobie.
— Chcesz… chcesz mieć dziedzica?
Rhaenyra nie myślała jeszcze o dzieciach, ale kiedy pojawiła się ta propozycja, prócz lekkiej obawy poczuła również zapał. Gdyby urodziła dziedzica, jej prawa do tronu stałyby się pewniejsze. Miałaby zapewnioną spuściznę. A co miałby Aegon? Drewniany mieczyk i spódnicę matki?
— A ty nie? — Dziewczyna wstała i podeszła swojego męża, zarzucając długi warkocz na plecy. Laenor unikał jej wzroku, więc chwyciła go za podbródek i zmusiła, by spojrzał jej w oczy. — Nie chcesz mnie, kuzynie? Taka jestem okropna? Musisz mnie dotknąć, aby się przekonać…
Mężczyzna powoli położył dłoń na jej krągłej piersi. Księżniczka czekała na ukłucie namiętności, ale ono nie nastąpiło. Czuła jedynie chłodne palce błądzące po jej ciele niczym wędrowiec bez mapy. Może powinnam go pocałować? Schyliła się, aby to zrobić, aby rozniecić coś między nimi, ale Laenor odsunął się pośpiesznie.
— Nie.
— Nie? — W oczach Rhaenyry błysnęła furia. — Na litość bogów, o co ci chodzi?!
— Myślę, że potrzebujemy… trochę czasu.
— Czasu? Powiedz mi, ile czasu potrzebuje mężczyzna, by przelecieć swoją nową żonę?!
— Przelecieć, tak to nazywasz? — Teraz i on wydawał się wytrącony z równowagi.
— Jesteś naiwnym romantykiem czy eunuchem? — Cofnęła się lekko z oburzenia. — Tak, przelecieć, tak zwą to dorośli ludzie! A ja nie namawiam cię, bo pragnę twojej sflaczałej męskości, tylko ponieważ myślę o mojej sukcesji! Małżeństwo bez skonsumowania nie jest w pełni małżeństwem!
Kuzyn patrzył na nią z pobladłą twarzą i wydawało się, że zaraz wybuchnie płaczem. Księżniczce zrobiło się go żal — litowała się nad nim, a jednocześnie pogardzała. Przypominał jej teraz lichą, białą mysz w jedwabiach.
Odwróciła się w stronę łoża.
— Dobrze. Jak chcesz.
Wściekłym ruchem zaczęła ściągać z siebie strojną, czerwoną suknię i błyskotki zdobiące jej szyję. Nie dbała o to, że kuzyn Laenor zobaczy ją nagą. Z nim coś było nie tak, nie zachowywał się jak przystało mężczyźnie. Po chwili miała już na sobie białą koszulę nocną i wsuwała się do ciepłego łoża z mętlikiem w głowie.
— Wybacz, kuzynko — usłyszała jeszcze za sobą. Przymknęła oczy. Wydawało jej się, że słyszy głos macochy. Małżeństwo bez skonsumowania nie jest małżeństwem, a kobieta bez męża nie może być królową.

***

Z nieba lał się żar. Rhaenyra czuła, że lniana, jasnoróżowa suknia przylega do jej ciała wraz z potem, ale nie miało to znaczenia, ponieważ siedzący obok niej Laenor nie zwracał uwagi na wdzięki jej cielesności. Prawdę mówiąc, prawie w ogóle na nią nie patrzył — czy to obrażony, czy zawstydzony. Wzrok cały czas miał utkwiony w zakurzonym placu na dole, gdzie rozgrywał się turniej na cześć ich ślubu.
Naszego ślubu — pomyślała księżniczka. Dobre sobie.
Wczoraj jej kuzyn w końcu odważył wejść się do łoża, ale nie dotknął jej nawet przypadkiem, a rankiem rzucił tylko ciche: „dzień dobry”. To ona musiała mieć na tyle oleju w głowie, aby rozciąć nożem własny przegub i rozlać trochę krwi na prześcieradło, aby służki myślały, że Laenor rzeczywiście pozbawił ją dziewictwa. Póki co mogli ze sobą nie spać, ale pozory należało zachować.
Teraz księżniczka również o to dbała.
— Jak ci się podobał ser Jon Oakheart? — zagadnęła z uśmiechem przyczepionym na twarzy jak sznureczki marionetki do dłoni lalkarza. W końcu nieopodal siedziała jej macocha ze szmaragdową wstążką przewiązującą włosy; nie mogła poznać prawdy o ich małżeństwie.  
Jon Oakheart wygrał ostatni pojedynek, brawurowo zrzucając z siodła ser Willisa Fella z Gwardii Królewskiej.
— Świetna walka — rzucił kuzyn, patrząc na swoją żonę tylko przez moment. Rhaenyra skinęła głową. Stwierdziła, że za kilka rund zapyta znowu.
Humor miała nieco przygaszony, ale kiedy na arenę wszedł jej zaprzysiężona tarcza, ser Harwin Strong, wytężyła wzrok. Mężczyzna był niezwykle silny, a przyległe do niego przezwisko Łamignata dostarczało mu złowrogiej sławy. Rzeczywiście, jej rycerz walczył bardzo dzielnie, wpierw zrzucając z konia odzianego w złoto Lannistera, a potem zmuszając do zjedzenia piachu Marbranda spod herbu płonącego krzewu. Rozległy się oklaski, chociaż ci dwaj przeciwnicy mieli zbroje błyszczące aż do połysku i ozdobne brosze na piersiach, a ser Harwin tylko proste, w kilku miejscach nieco porysowane opancerzenie. Gdyby poprosił, rozkazałabym dla niego przygotować coś lepszego — pomyślała księżniczka. Ale jej strażnik nigdy nie prosił i nie zależało mu na błyskotkach. Prawdziwą radość czerpał ze złamania obrony przeciwnika i wgniecenia go w ziemię.
Rhaenyra uśmiechnęła się do ser Harwina, gdy ten zdobył kolejne z rzędu zwycięstwo. Słońce świeciło bardzo mocno i być może rycerz nie dostrzegł wyrazu jej twarzy, ale na moment obrócił ku niej głowę.
Później to Laenor zdawał się pochłonięty rozgrywaną walką.
Na arenę wkroczył ser Joffrey Lonmouth, zwany Rycerzem Pocałunków. Blask słońca tańczył w jego rdzawej czuprynie, a na przystojnej twarzy malował się olśniewający uśmiech. Kilka dam zachichotało, gdy przesłał im w powietrzu pocałunek. Jedna część zachwycającej peleryny wojownika była wyszyta motywem żółtych czaszek, druga zaś czerwonych ust; stanowiło to osobliwe połączenie i księżniczka była ciekawa, czy ser Joffrey potrafi walczyć tak, jakby chciał złożyć pocałunek samej śmierci.
Niestety, szybko wyszło na jaw, że przydomek ten wziął się bardziej od pyszałkowatości mężczyzny niż od jego odwagi. Jego styl walki był delikatnie mówiąc średni — polegał głównie na zgrabnych unikach, podczas których Rycerz Pocałunków posyłał widowni uśmiechy swoich białych zębów. A jednak Laenorowi się to podobało. Na jego ustach również malował się wesoły wyraz. Rhaenyra założyła, że to jego przyjaciel. Ser Joffrey przypłynął w końcu na jednym ze statków Węża Morskiego i widocznie na wyspie łączyły go z jego synem bliskie relacje. Jej kuzyn aż podskakiwał, kiedy Rycerz Pocałunków był bliski otrzymania rany.  
— Czy to twój faworyt, panie? — zapytała z lekka rozbawiona, kiedy ser Joffrey jakimś cudem pokonał przeciwnika i przeszedł do drugiej rundy. Laenor wymamrotał coś pod nosem, ale jego odpowiedź przestała ją interesować, ponieważ na pole walki wszedł ser Criston Cole.
Wyglądał równie czarująco, jak zapamiętała. Ciemne włosy powiewały mu na wietrze razem ze szkarłatną peleryną, a na twarzy gościł skupiony wyraz — miewał taki, ilekroć zamierzał pokonać każdego przeciwnika. A jednak rycerz nie ustawił się od razu w szrankach, tylko ruszył w stronę podwyższenia z wysoko urodzonymi widzami. Rhaenyra poczuła, że jej serce przyśpiesza. Czy on właśnie zmierza ku niej? Czy zechce obrać ją sobie za swoją damę serca? Czy myśli, że po tym wszystkim…?
Ser Criston spojrzał na nią i coś w jego oczach błysnęło, ale zaraz poszedł nieco dalej i zatrzymał się dopiero przed lady Alicent.
— Pani, uczyń mi ten honor — poprosił, klękając na jednym kolanie. Żona króla uśmiechnęła się łaskawie, wyplątała z włosów szmaragdową wstążkę i podała ją rycerzowi. Równie dobrze mogła dźgnąć pasierbicę w serce. Cole skinął głową i obwiązał sobie materiał wokół nadgarstka.
Zdrajca! — wykrzyczała w myślach księżniczka, czując, że ledwo siedzi na miejscu. Nie dość, że Cole przeszedł na stronę jej macochy, to jeszcze wziął od niej wstążkę, tak jak niegdyś brał od niej. „Widzieć cię smutną to największa tortura pod słońcem” — tak raz powiedział. To musiało być tylko kolejne kłamstwo. Teraz dziewczyna była smutna i on świetnie zdawał sobie z tego sprawę, ale nie dbał o to.
Dbał tylko o pozycję i sławę.
Rhaenyra zaciskała kciuki, aby walczący z Colem ser Steffon Darklyn wygrał, zrzucił go z siodła, rozgniótł na ziemi jak szkodnika, ale żadne z tych życzeń się nie spełniło. Ser Criston walczył w iście wspaniałym stylu — był szybki i zgrabny; wydawało się, że igra z przeciwnikiem niczym z małym chłopcem. I, oczywiście, przeszedł do kolejnej rundy.
Teraz miał walczyć z Rycerzem Pocałunków.
Czy to była jakaś kpina ze strony bogów? Jej czarujący rycerz, niegdyś kochanek, zmierzył się z okrytym słodką sławą wojownikiem: trucizna przeciwko winu. Ser Joffrey usiłował walczyć i znów stosować te swoje śmieszne sztuczki pod publikę, ale ser Criston nie pozostawił mu szans. Dla niego to nie była zabawa. Najpierw wysadził przeciwnika z siodła, a potem uderzał go ostro w każde nieosłonięte miejsce.
— Nie… — wyszeptał zatrwożony Laenor. Rhaenyra po raz pierwszy się z nim zgadzała. Żeńska część widowni obserwowała to starcie z chustkami w pogotowiu, kłócąc się na temat urody dwóch rycerzy, męska zaś w większości dopingowała dowódcę Gwardii Królewskiej.
Pojedynek nie był długi. Rycerz Pocałunków ledwo trzymał się na nogach, a kiedy ser Criston zadał ostateczne uderzenie, padł na ziemię jak długi. Spod jego pięknej zbroi wypływała krew i rozkwitała na piasku.
Laenor aż wstał.
— Pomóżcie mu! — krzyczał. — Zabierzcie go do maestrów!
Strażnicy ostrożnie wywlekli nieszczęsnego ser Joffreya z pola bitwy, a Rhaenyra dostrzegła, że rycerz jest w opłakanym stanie. Może faktycznie śmierć złoży na jego ustach pocałunek? Jej kuzyn też wyglądał strasznie.
— To okropne… — mamrotał, gdy już usiadł z powrotem. — Mój Joff… Mój biedny…
Księżniczka poczuła coś jakby tępe uderzenie w tył głowy.
— Cicho — syknęła do męża. — Nie tutaj.
Nikt nie może się dowiedzieć, że Rycerz Pocałunków całował również męża przyszłej królowej.
Kiedy widownia powoli dochodziła do siebie po wstrząsających wydarzeniach, nadszedł czas na kolejny pojedynek. Z jednej strony wyszedł znów ser Criston z dumnym uśmieszkiem na ustach i zieloną wstążką przywiązaną do nadgarstka, a z drugiej ser Harwin, wielki i posępny niczym ruchomy głaz.
Księżniczka poczuła, że nigdy wcześniej żaden pojedynek nie wzbudził w niej takiej fali emocji. Bez zastanowienia wstała z krzesła i krzyknęła na cały głos:
— Ser Harwinie!
Mężczyzna zbliżył się do podwyższenia i uniósł przyłbicę, aby spojrzeć na swoją panią. Rhaenyra pośpiesznie ściągnęła z ręki srebrzystą bransoletkę i podała ją Strongowi.
— Na szczęście, ser — wyjaśniła z drapieżnym uśmiechem. Miała nadzieję, że ser Criston dobrze się temu przyjrzał, że zrozumiał, iż jego miejsce zajął silny, małomówny rycerz, sto razy bardziej godzien zaufania niż on.
Ser Harwin przez moment wyglądał na zakłopotanego, jakby żadna dama jeszcze nigdy nie podarowała mu ozdoby na szczęście. Potem jednak zrobił to, co Cole — obwiązał cieniutką bransoletkę wokół nadgarstka i skinął głową.
— Nie zawiodę cię, pani.
Wiem, że nie.
Kiedy księżniczka usiadła, jej policzki płonęły. Nie dbała już o żałobę swojego męża ani wścibskie spojrzenia zebranych. Liczył się tylko ten pojedynek, ci dwaj mężczyźni wskakujący na koń, ich kopie skierowane przeciwko sobie.
Rozległ się sygnał do startu.  
Wierzchowce ruszyły na siebie, rycerze wyciągnęli kopie, spod kopyt wylatywał piaskowy kurz. Ser Criston był szybszy, ale siła ser Harwina sprawiła, że cios kopii wysadził z siodła ich obu. Upadli na ziemię, jednak zaraz się podnieśli i wyciągnęli miecze. Później rozegrała się zażarta walka — najbardziej widowiskowy pojedynek podczas całego turnieju, gdzie obie strony były bojowo nastawione i zadawały groźne ciosy wirujące w powietrzu jak srebrzyste węże. Widownia krzyczała „ser Criston!” albo „Łamignat!”. Rhaenyra zaciskała palce niemal do krwi. Proszę, ser Harwinie. Proszę, uszkodź go, zabij. Zrób to dla mnie.
Była jedną z najgłośniej klaszczących, kiedy Łamignat uderzył przeciwnika i pozostawił na jego gładkiej twarzy fioletowy ślad. Niestety, ser Criston nie pozostał mu dłużny. Zadał cios tak szybko, że Strong ledwo się zorientował. Po chwili już ściskał bolący łokieć. O, nie! To jednak jeszcze nie był koniec. Przeciwnicy krążyli naprzeciwko siebie, skakali sobie do gardeł niczym wściekłe psy i wymieniali niebezpieczne pchnięcia. Po pewnym czasie we znaki dało im się znużenie. Powietrze było suche i gorące, słońce chwilami ich oślepiało. Księżniczka słyszała ich chrapliwe oddechy, widziała, że ruchy jej rycerza stają się ociężałe. Cole również wyglądał na zmęczonego.
Wyglądał.
Ser Harwin sądził, że zada mocny cios, ale wtem gwardzista zareagował szybciej, niż można by posądzać człowieka walczącego przez tak długi czas; jego miecz uderzył bokiem prosto w obojczyk Łamignata. Starszy rycerz zachwiał się, a srebrna bransoletka zsunęła z jego dłoni niczym długa łza.  
To wystarczyło, aby ser Criston podciął go w nogach i obalił na ziemię. Rhaenyra miała ochotę wrzasnąć. Jej rycerz był na kolanach, przegrany i obolały.
— Wygrywa ser Criston Cole! — obwieszczono.
Triumfator uniósł dłoń, a widzowie zaszemrali oklaskami i wiwatami. Księżniczka dostrzegła jednak, że choć ser Harwin nie stęka ani nie płacze, jego twarz wykrzywia ból. Został poważnie uszkodzony. Może nawet ledwo zachowywał przytomność.
Dziewczyna podniosła się z miejsca i nim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać, zbiegła na dół. Nawet Cole wydawał się zdumiony, kiedy wyminęła go na arenie i podbiegła do Łamignata.
— Ser? — spytała cicho, pochylając się nad nim. Mężczyzna wypluł na bok strużkę krwi.
— To nic, księżniczko — warknął.
— Spokojnie, pani, tylko go drasnąłem — wtrącił się ser Criston i uśmiechnął się kpiąco. — Chociaż może teraz jego przezwisko powinno brzmieć Połamanygnat.
Rhaenyra posłała mu nienawistne spojrzenie.
— Ciekawa jestem, na jakie przezwisko ty zasługujesz, ser.
Odwróciła się w stronę ser Harwina, a ten zdołał się podnieść i utrzymać na nogach. Jego surowa twarz była cała biała, jak oblicze wyciosane w czardrzewie.
— Wybacz, że cię rozczarowałem, pani — mruknął i zszedł chwiejnie z areny, masując roztrzaskany obojczyk. Odprowadziło go kilka słabych braw.
Ser Criston tymczasem był na tyle bezczelny, że podniósł z ziemi zakrwawioną bransoletkę i podał zgubę księżniczce. Jego zielone oczy miały w sobie słodycz grzesznika.
— Proszę, to chyba twoje, pani.
Rhaenyra wzięła ją jednym szarpnięciem.
— Dziękuję — wycedziła lodowato i wróciła na miejsce. Król posłał jej spojrzenie znad zmarszczonych brwi, ale nie skomentował publicznie rozegranej właśnie sceny. Rhaenyra ledwo to zauważyła. Turniej przestał ją choć trochę bawić. Patrzyła na wszystko pustym wzrokiem, czując się upokorzona i pokonana… Po raz kolejny.
A kiedy okazało się, że laury zebrał ser Criston, obydwoje z kuzynem opuścili trybuny. Księżniczka po raz pierwszy naprawdę dusiła się we własnym domu, jakby kamienie Czerwonej Twierdzy roztopiły się w krew i zalały jej gardło. Może kurs na Smoczą Skałę wcale nie jest takim złym pomysłem... Może tam czeka na mnie coś więcej niż zdrady i rozczarowania. 


***


Nowy rozdział i nowy szablon :) Przyznam, że na Tańczącą niełatwo jest znaleźć pasujący, klimatyczny szablon, ale mam nadzieję, że ten wniesie tutaj trochę świeżości. Postaram się częściej dodawać rozdziały. Mam nadzieję, że jesteście ze mną ^^




12 komentarzy:

  1. Cudo. Rozdział jest naprawdę świetny! A szablon bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie ;(. Ale dlaczego Criston się tak zachowuje? Dlaczego akurat on? Człowiek zapowiadający się postacią, którą szczerze będę lubić... Jejku, nie powinnam się dziwić, ale jednak mimo wszystko aż trochę mi smutno xD.
    Natomiast strasznie podoba mi się ta wybuchowość księżniczki, naprawdę ma pazura. Jest bardzo temperamentna, ale szybko traci kontrolę nad sobą. Czy to dobrze? Nie wiem... Okaże się.
    Mam nadzieję także, że ser Harwin będzie przy niej :), no i że upodobania jej małżonka nie wyjdą na jaw... Powinien zachować się jak należy i zrobić swoje, by nikt nie podważał legalności ich małżeństwa. Co, jeśli ktoś się dowie? Co wtedy? Jako członek tak ważnej rodziny, syn lorda ma pewne zobowiązania...
    Eh, jestem okrutna xD Aczkolwiek noc poślubna była ciekawa i raczej nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Zaskoczyłaś mnie :).
    Ciekawi mnie, jak to dalej poprowadzisz :), ale chodzi mi przede wszystkim o księżniczkę i jej dawnego kochanka xD.
    Wybacz, że tak bez ładu, ale jestem pod dużym, dużym wrażeniem tego rozdziału. Scena walki Cristona i Harwina wyszła Ci idealnie :).
    Dużo, dużo weny Ci życzę i pozdrawiam ciepło :*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci ślicznie ^^
      Też polubiłam Cristona, ale to musiało się stać, inaczej historia mogłaby zboczyć na inny tor ;)
      Cieszę się, że zauważyłaś tę cechę. Kiedy czytałam o księżniczce Rhaenyrze, kilkakrotnie podkreślano, że miała wybuchowy charakter, szybko się gniewała i niełatwo wybaczała. Podejrzewam, że bez tego temperamentu zrezygnowałaby z walki o koronę.
      Cieszę się, że walka Ci się podobała; mnie również ona dostarczyła wielu emocji :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Na początek wypowiem się na temat szablonu.
    Według mnie idealnie dopasowany. Ta dziewczyna na nim doskonale kojarzy mi się z naszą księżniczką. Tak właśnie ją widze kiedy czytam o niej. Musze również przyznać, że sporo się działo. Aż jestem mile zaskoczona rozwijająca sie akcją. Widzę, że księżniczka ma naprawdę poważne kłopoty.Pod wieloma względami podoba mi się również zachowanie męża księżniczki, chociaż z druugiej strony jeśli macocha dowie się że małżeństwo nie zostało skonsumowane oboje mogą mieć poważne kłopoty. Jestem ciekawa jak to wszystko dalej się rozwinie. No i spodobał mi się moment turnieju. Wspaniale opisane momenty walki. Jesteś moim geniuszem! Będę czekać na kolejny ciąg dalszy!
    Pozdrawiam, Twoja wierna fanka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to super, cieszę się :) Martwiłam się, że kolory są nieco za spokojne, ale faktycznie postać dziewczyny dość dobrze pasuje :)
      Dziękuję za ciepłe słowa i również pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Witaj.
    Szablon wnosi trochę świeżości do ogólnego wyglądu bloga, a przy tym jest niesamowicie tajemniczy, zupełnie jak sekrety każdego z naszych bohaterów. No i ten napis na nim – bardzo pasuje, ciekawe kiedy księżniczka przyzwyczai się do świata intryg, w którym się znalazła.
    Scena początkowa pozwoliła nam nieco poznać kuzyna Rhaenyry... Ale jednocześnie podscyciła moją ciekawość. Małżeństwo nie zostało skonsumowane, a co za tym idzie – księżniczka nie jest królową, zarodek przyszłego dziedzica nie począł rozwijać się w jej łonie. Rozumiem, że dla samej dziewczyny musiała być to bardzo niekomfortowa sytuacja – zwłaszcza że ma ona wybuchowy charakter. Według mnie Laeonor nie powinien zachowywać się tak lekkomyślnie – z pewnością większość nowożeńców w tamtych czasach nie robiła tego z przyjemności, lecz z narzuconego im obowiązku, który i on winien spełnić. Jest zbyt delikatny dla otaczającej go brutalnej rzeczywistości, w której jedno spojrzenie może człowieka zdradzić.
    Turniej z okazji ich ślubu, cóż za ironia. Zeszłej nocy zabrakło emocji w łożu, więc dobrze, że chociaż miecze rycerzy trochę ich przysporzyły. Szczerze mówiąc, jest coś w tym Łamignacie, coś fascynującego i hm... Mam nadzieję, że nie okaże się gnidą jak Criston Cole. A co do tej gnidy właśnie, to wzmianki o nim budziły we mnie zniesmaczenie, a scena, gdy bezwstydnie upokorzył dumę Rhaenyry, podchodząc do lady Alicent i biorąc wstążkę... Okrutnie sobie pogrywa. I na dodatek zwyciężył, a ja tak trzymałam kciuki za ser Harwina. :( Ciekawa jestem jak dalej potoczą się losy zdrajcy Cole'a i młodej królowej, ale mam nadzieję, że otrzyma on sowitą nagrodę za swoje plugastwa.
    Pozdrawiam i melduję, że jestem z Tobą! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Dobrze ujęłaś postać Laenora. Jest naiwny i delikatny, boi się postąpić wbrew swojej naturze i uczuciu wobec Rycerza Pocałunków. Można powiedzieć, że w tym małżeństwie to on nosi sukienkę xD
      Gdy przeczytałam o przebiegu tego turnieju, mnie też wydał się on ciekawy i emocjonujący, dlatego cieszę się, że jego opis w moim wykonaniu wam się spodobał :)
      Haha, dzięki! :) I pozdrawiam.

      Usuń
  5. WIEDZIAŁAM! Wiedziałam, że nowo upieczony mąż Rhaenyry coś mi śmierdział... Podczas pokładzin nie przejawiał żadnego zainteresowania urodziwą i zgrabną partnerką i wtedy błysnął mi znak ostrzegawczy! Ale w tym rozdziale dopiero nabrałam stuprocentowej pewności... Chociaż dla głównej bohaterki taki obrót sprawy jest sprzyjający, jak również w małym stopniu nie. Nie straci dziewictwa, ale jednak nieskonsumowane małżeństwo to nie małżeństwo. Zobaczymy, jak się dalej to wszystko potoczy. ;)
    I czyżby ser Harwin palał do niej jednak pozytywnymi uczuciami? Może swoją małomównością i trzymaniem na dystans coś ukrywa?
    Oczarowana jestem tym, że wybrałaś sobie główną bohaterkę, jako księżniczkę smoków. W Grze o Tron najbardziej wyczekiwanym momentem były właśnie smoki. ^.^ Dlatego jestem cała szczęśliwa, że wzmianki o tychże stworzeniach dość często się pojawiają. -.^
    Dzisiaj odkryłam Twój blog i w okamgnieniu przeczytałam tymczasowo wszystko. Mam nadzieję, że nowe rozdział będą się pojawiały często. ^^
    I jeszcze zapomniałam o ser Cristonie! Strasznie mnie zdenerwował ostatnią akcją - bezczelnie rozgromił rycerza księżniczki i jeszcze miał czelność podnieść bransoletę i jej oddać! Teraz "patrzę" na niego trochę sceptycznym okiem.
    Pozdrawiam serdecznie,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zyskałam, nową czytelniczkę! Dziękuję za miłe słowa ^^
      Hah, byłam ciekawa, komu zacznie coś świtać :P Racja, z jednej strony to wybawienie, z drugiej zaś porażka. Rhaeynyra jest takim typem osoby, że jest gotowa spełnić swój obowiązek, byleby tylko umocnić swoją pozycję ;)
      Ja również uwielbiam smoki :) Później pojawią się fragmenty walk z ich udziałem; świetnie mi się to opisywało :D
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Znalazłem twojego bloga przypadkiem ale od razu mi się spodobał rozdział świetny czekam na next i życzę dużo weny i zapraszam na mojego bloga na http://my-secret-life-rose-weasley.blogspot.com/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Selly