poniedziałek, 7 marca 2016

Rozdział XI{Łaska Matki}


116 o.P./117 o.P.
Smocza Skała

Poniżej nich wznosiła się gorąca pustynia Essos. Trzy wielkie, skrzydlate cienie smoków padały na połyskujący piach ciągnący się od morza aż po horyzont. Słońce świeciło wysoko na niebie, ale pęd wiatru ochładzał ciała smoczych jeźdźców i muskał łuski ogromnych gadów.
Na przedzie leciał oczywiście ciemnoczerwony Caraxes z Daemonem na grzbiecie. Książę zawsze lubił prowadzić i jako pierwszy widzieć nowe cuda. Nigdy nie zapuszczali się tak daleko na ziemie Essos. Rhaenyra i Laena leciały tuż za nim. Żółta Syrax wydawała się jasnym cieniem na tle pustyni, ale potężna, ciemnoszara niczym popiół Vhagar odcinała się wyraźnie na ziemi i niebie. Na jej grzbiecie zasiadł już niejeden wojownik. 
Księżniczka przymknęła oczy, rozkoszując się melodią uderzeń smoczych skrzydeł. Polubiła podniebne wycieczki wraz ze szwagierką i stryjem. Były takie… niezaplanowane, przesycone wolnością. Tylko oni i ich smoki; cały świat na dole przestawał istnieć. Zauważyła również, że tutaj, w powietrzu, pośród puszystych obłoków, jej niechęć wobec stryja topnieje.
Widziała, że nie kłamał, że naprawdę szanował swą nową żonę — pomagał jej zsiąść ze smoka i uśmiechał się pod nosem, gdy powiedziała coś zabawnego. Dla Rhaenyry również był… milszy. Wciąż zwracał się do niej „księżniczko”, ale z mniejszą uszczypliwością. Podczas podróży na smokach z dumą opowiadał obu towarzyszkom o bitwach i przygodach, jakie spotkały go na Stopniach. Laena patrzyła wówczas na niego czule, jak na bohatera przybyłego z opowieści, a Rhaenyra nie potrafiła znaleźć żadnych dokuczliwych słów. Jej stryjowi niewątpliwie nie brakowało odwagi. Czasem, kiedy ich smoki wspólnie dopadły zwierzynę i poczęły rozrywać ją ostrymi zębiskami, unosił wzrok na bratanicę i w oczach obydwojgu pojawiało się pewne porozumienie.     
— Spójrzcie! — rzuciła nagle Laena, wskazując dłonią na położony na dole łańcuch gór. Były to piaskowo-białe wzniesienia ciągnące się wzdłuż niczym szkielet ogromnego smoka. Pomiędzy nimi dało się jednak zauważyć grubą, błękitną wstęgę rzeki. Jej warkocze spływały po zboczach gór, tworząc w dole ogromne koryto wypełnione po brzegi.
Księżniczka czytała o tej rzece.
— Rhoyne — wyszeptała. Syrax zniżyła lot, kłapiąc wysuszonym jęzorem. Pozostałe smoki również ciągnęły w stronę wody.
Daemon pochylił na grzbiecie Caraxes niczym przedłużenie jego kolców.  
— To jedyne, co pozostało po Rhoynarach — przypomniał im złowieszczo. — Nasi przodkowie wybili ich niemal co do jednego.
Teraz byli tak nisko, że dało się zauważyć ruiny dawnych budowli postawionych przy rzece. Stosy kamieni, poczerniałe kolumny, zielska wypełniające zniszczone mury niczym wąż usta. Rhaenyra zaczęła się zastanawiać, czy kiedyś — długo, długo po jej panowaniu — Westeros również nie zamieni się w pogorzelisko i smętne gruzy. Może i dla Siedmiu Królestw nadejdzie czas zagłady?
Otrząsnęła się z rozmyślań, kiedy jej smoczyca przeleciała nad rzeką i zanurzyła piaskowy pysk w chłodnej wodzie. Jej łapy muskały powierzchnię, rozbryzgując wokół siebie błękitne krople. Pływające w Rhoyne ryby umknęły przed cieniami stworów.
— Niegdyś ta rzeka spłynęła krwią — mruknął książę, rozglądając się po okolicy. Laena przypatrywała się wielkiej wodzie z taką uwagą, jakby chciała ujrzeć w niej trupy zabitych. Rhaenyra natomiast uśmiechnęła się w nieodgadniony sposób.
— A teraz piją ją nasze smoki.

***

Laena długo zwlekała z powiedzeniem przyjaciółce, że jest w ciąży. Może nie chciała sobie robić nadziei, a może wpierw wolała podroczyć się trochę z księżniczką. Kiedy jednak do zamku na Smoczej Skale przyszedł list z radosnymi wieściami, Rhaenyra cieszyła się razem z nią. Sama modliła się o kolejne dziecko.
Jeśli Laena urodziłaby syna, mógłby uczyć się walki i lotu wraz moim Jace’m i Lukiem. A jeśli córkę… Być może więzi pomiędzy ich rodzinami staną się jeszcze ciaśniejsze.
Księżniczka wysłała odpowiedź, gratulując przyjaciółce i zasypując ją radami odnośnie prawidłowego postępowania w błogosławionym stanie. Po chwili wahania poprosiła również o przekazanie najlepszych życzeń Daemonowi, przyszłemu ojcowi. Oby tylko dzieci nie odziedziczyły po nim niestałości i arogancji.
W podobnym czasie z jaja włożonego do kołyski Lucerysa wykluł się mały smok. Łuski na całym ciele miał szafirowe, za wyjątkiem grzbietu, gdzie można było odnaleźć jeszcze złociste pręgi. Chłopiec wydawał się zachwycony nowym przyjacielem. Jace z kolei miał już dwa latka i uczył się stawiać pierwsze kroki. Kiedy Rhaenyra patrzyła na niego, myślała sobie, że odziedziczył determinację ser Harwina. Ale nigdy nie powiem tego na głos. Na głowie malca wciąż rosły brązowe włosy, kręcące się lekko po kąpielach.
Księżniczka starała się poświęcać swoim dzieciom jak najwięcej czasu. Siadywała przed kołyską Luka i pieściła jego delikatne ciałko, a kiedy krzywił twarzyczkę, odsłaniała pierś i karmiła go mlekiem. Musiała przyznać, że dwie ciąże trochę zmieniły jej ciało. Jej biust stał się cięższy, a na podbrzuszu widniały delikatne rozstępy. Tam nikt ich nie ujrzy, a ser Harwinowi one nie przeszkadzają. Miała prawie dwadzieścia lat i wciąż zachowywała swoją olśniewającą urodę. Wiedziała, że niejeden rycerz wodzi za nią wzrokiem.
Tylko nie Laenor.
Jej mąż bywał w zamku dostatecznie często, aby również pobawić się z dziećmi albo porozmawiać z żoną przy jadalnym stole, ale znacznie bardziej lubił swoje podróże do Driftmarku… do siostry i kochanka. Rhaenyra pozwalała mu na to. Prawdę mówiąc, lepiej czuła się jako samotna pani Smoczej Skały, z synami w ramionach i ser Harwinem stojącym w cieniu smoczych posągów.
Po pewnym czasie Laena urodziła. Z jej łona wyszły bliźniaczki, dwie śliczne, delikatne dziewczynki, które nazwała Baela i Rhaena. Cały Driftmark nie posiadał się ze szczęścia, ale Daemon ponoć tylko bez słowa wziął córki na ręce i ucałował lekko w czoła.
— Chciał syna — wyznała Laena, gdy już doszła do siebie i mogła przyjmować gości. Przewróciła oczami. — Oni wszyscy chcą synów.
Rhaenyra spuściła wzrok. Sama wydała na świat dwóch chłopców i dobrze rozumiała, jak wielką łaskawość okazali jej bogowie. Uścisnęła przyjaciółkę za ręce.
— Nie martw się. Wasze małżeństwo dopiero się zaczęło. Urodzisz mu jeszcze wiele dzieci.
— Wiem. — Szwagierka zagryzła wargę. Poród bliźniaczek sprawił, że zmizerniała nieco na twarzy; biała pierzyna zdawała się ją pochłaniać. A jednak w oczach wciąż miała tę radosną słodycz.
— Mam z nim porozmawiać? — Księżniczka zmarszczyła z determinacją brwi. — Uświadomić mojemu stryjowi, że córeczki również mogą być błogosławieństwem?
Laena westchnęła.
— Nie… Daemon je pokocha, wiem o tym.
— Myślisz, że już szuka dla nich odpowiednich partii?
Książę Daemon był człowiekiem, który zawsze korzystał z tego, co mu dano.
— Nic mi nie mówił… Ale prawdę mówiąc, ja o tym myślałam. — Szwagierka spojrzała na nią z uwagą. — Jesteś moją najdroższą przyjaciółką. Wiem, że twoi synowie niegdyś mogą zasiąść na tronie… Czy nie byłoby cudownie, gdyby połączyli się z moimi córeczkami?
Rhaenyra otworzyła lekko usta. Prawdę mówiąc, nie myślała wcześniej o ożenkach swoich synów — dziwnie było to roztrząsać, gdy jeden chodził niezgrabnie z buzią umazaną sokiem, a drugi gaworzył w kołysce. A jednak gdyby związała ich z dziewczętami spod herbu smoka… Z oddaną jej rodziną posiadającą niemałą flotę… Ileż to sił Aegon potrzebowałby, aby ich rozgromić?
— Nie marzę o niczym więcej — wyznała więc z ciepłym uśmieszkiem. Laena ucałowała ją w policzek.
— Będziemy ich wychowywać razem… Na pewno się polubią… — Pokręciła z rozmarzeniem głową. — Twoi ciemnowłosi synowie i moje jasne córki…
Ta piękna wizja udzieliła się również i księżniczce.

***

Oficjalne zaręczyny odbyły się pół roku później, kiedy małe targaryeńskie księżniczki poleżały już trochę w kołyskach i stało się pewnym, że są zdrowe, mające duże szanse przeżycia następnych lat.
Ceremonia miała miejsce na Smoczej Skale.
Laenor również był zadowolony tym obrotem spraw. Kochał swoją siostrę i cieszył się, że ich dzieci dorosną razem, tak jak niegdyś oni w szarym zamku w Driftmarku. O Daemonie można powiedzieć tyle, że nie protestował. Odział swe córki w nienaganną biel i zabrał na statku do Smoczej Skały, aby tam mogły się związać z synami bratanicy. Być może dlatego, że były dziewczynkami, ich zamążpójście nie miało dla niego większego znaczenia. A może również aprobował te zaręczyny? Może ufał, że ten sojusz przyniesie coś dobrego? Jedno było pewne — jego mina nie pozwalała na poznanie jego prawdziwych emocji.
Mała Baela została oddana prawie trzyletniemu Jacaerysowi, jej siostra Rhaena zaś Lucerysowi, starszemu od niej o niecały rok. Z tej gromady młodziutkich par żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, co się dzieje. Dziewczynki i Luke tkwiły w ramionach swoich matek, natomiast Jace stał obok, bardziej od ceremonii zainteresowany spacerującym po drewnianej ławie robakiem. Słowa przysięgi zostały jednak powiedziane, septon pobłogosławił zaręczyny i Smoczą Skałę obiegła wieść, że dzieci wezmą ślub wraz z wybiciem piętnastego roku u chłopców. Laena miała trochę wątpliwości, czy to nie za wcześnie, ale Rhaenyra stwierdziła, że skoro ich potomstwo i tak będzie wychowywać się razem, przysięga przed oczami bogów i skonsumowanie małżeństwa będzie tylko formalnością.
Ona sama uśmiechała się na myśl, że choć jej synowie już zostali zaręczeni, ona spodziewa się kolejnego gracza. Jej brzuch znów się uwypuklił, powróciły poranne mdłości i niecodzienne zachcianki. Stojąc w sepcie, księżniczka skorzystała z okazji i prosiła Siedmiu, aby dali jej kolejnego syna.
Potem zwróciła się do małego Jace’a.
— Jak ci się podoba nowa narzeczona?
Chłopiec wygiął usta w podkówkę.
— Chyba… chyba jest ładna.
Kobieta wybuchła śmiechem i zmierzwiła mu włosy. Ładna — mruknęła w myślach. Obyś w późniejszych latach docenił u niej coś więcej. Na pewno zobaczysz coś więcej.
Tak jak Daemon ujrzał w Laenie.
Rhaenyra zauważyła jednak, że choć ich córki są bliźniaczkami, istnieją między nimi minimalne różnice. Rhaena miała łagodniejsze rysy i znacznie bardziej lubiła być brana na ręce. Baela — starsza od siostry o kilka minut — była małą złośnicą. Nawet na własnych zaręczynach płakała nieznośnie. Miała również ostrzej zakończony nosek. Już wiem, która z nich jest córką Laeny, a która Daemona.
Zadała sobie pytanie, jak bardzo będą różnić się od siebie jej synowie. Który z nich wybierze miecz, a który książkę? A może obaj zostaną sławnymi wojownikami? Może to o nich kiedyś zaśpiewają pieśni?

 ***

Trzecie dziecko przyszło nieco za wcześnie, ale Rhaenyra, prąc w bólach, powtarzała sobie, że to nie ma różnicy. Była smokiem, a smoki są silne bez względu na wszystko. Kiedy wreszcie opadła zmęczona na poduszki i usłyszała płacz dziecka, miała wrażenie, że to najsłodszy dźwięk pod słońcem.
Wystarczyło jednak spojrzeć na chłopca, aby wiedzieć, że i w nim nie ujawniła się typowa, targaryeńska uroda. Miał brązowe oczy swoich braci i nieco za płaski nos, chociaż jego włosy… wydawały się troszkę jaśniejsze. Zobaczymy.
Księżniczka miała dla niego już przygotowane jajo — niemal tak białe jak mleko. Liczyła, że i tym razem się nie zawiedzie.
Kiedy Laenor dostrzegł, że chłopiec trochę bardziej przypomina jego, a mniej Stronga, nabrał odwagi i wyrzucił:
— Nazwijmy go Joffrey.
Jeszcze o nim pamiętasz? Rycerz Pocałunków zginął pięć lat temu na wskutek paskudnych ran odniesionych po pojedynku z ser Cristonem. Był przystojnym mężczyzną i raczej miernym wojownikiem, ale Laenor z jakiegoś powodu pokochał go bardziej niż innych. Nawet teraz wspomnienie o nim napełniało go smutkiem.
Rhaenyrze nie podobało się to imię. Chciała wybrać dla swojego trzeciego syna lepsze, dumniejsze… Ale poprzednich nazwała także ona, zabierając słabemu mężowi prawo głosu. Teraz należała mu się ta decyzja.
Westchnęła, gładząc malca po rumianych policzkach.
— Zgoda.
Laenor był tak uszczęśliwiony, że aż ucałował żonę lekko w zmierzwione włosy. Mały Joffrey chrapał w najlepsze, przyciskając rączki do ciepłego, jasnego jaja. Czy jego imię ma znaczenie? — pomyślała Rhaenyra, czując rosnące w niej podniecenie. Trzy głowy ma smok.
Uśmiechnęła się.
Bogowie zesłali mi smocze oręże. 

***

Zmieniłam szablon, żeby wnieść tu nieco świeżości :) Niestety zauważyłam, że link do komentarzy pojawia mi się na tekście, a nie pod... Pracuję nad tym. Zawsze można kliknąć na tytuł posta, a pod spodem od razu znajdziecie ramkę z komentarzem ;)

4 komentarze:

  1. Witaj kochana.
    W końcu dotrwałam i postanowiłam przeczytać ciąg dalszy.
    Dużo się wydarzyło.
    Wcześniej się nie wypowiadałam ale muszę przyznać, że Daemon przypadł mi do gustu.
    Wydaje się być normalnym i zróżnoważonym facetem.
    Ktoś w kim można się zakochać ale umie być też niebezpiecznym człowiekiem.
    To da się wyczuć.
    I Rhae została potrójną matką.
    O rety jak ten czas szybko leci.
    Czy ich losy również opowiesz?
    Mam nadzieję, że tak.
    Pozostaje czekać na ciąg dalszy.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię :*
      No, Daemon czasem bywa spokojny i opanowany, a czasami robi coś szalonego. Z nim to nigdy nie wiadomo xD
      Losy dzieci naszych bohaterów będą po części opowiedziane, bo splatają się z fabułą, ale jednak skupiam się na Rhaenyrze :D
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  2. Witaj!
    Przepraszam za moją długą nieobecność i od razu biorę się za komentowanie tego rozdziału!
    Po pierwsze, bardzo spodobał mi się fragment podróży Rhaenyry z Laeną i jej mężem. Bardzo zgrabnie opisałaś lot na smoku, tak że niemal byłam w stanie sobie wyobrazić siebie zasiadającą na tym nietypowym wierzchowcu. Wiatr między włosami, a także głos Daemona, opowiadającego jedną z jego licznych przygód. Również coś pomiędzy nim a księżniczką uległo zmianie – na miejscu niechęci i uszczypliwości pojawiło się porozumienie, tolerancja, a może i zaczątki czegoś piękniejszego? Mężczyzna jest moim ulubionym bohaterem właśnie dlatego, że jest taki skomplikowany, zagadkowy, tajemniczy. Czy i tym razem w coś pogrywa? Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że nagle stał się opiekuńczym mężem pozbawionym małych sekrecików. A może rzeczywiście próbuje z nimi zerwać dla Leany? Swoją drogą, bardzo polubiłam jej postać – to taka dobra, ciepła osoba. Wydaje mi się jednak zbyt zakochana w Daemonie. Mam nadzieję, że jej nie zrani.
    A więc urodziły się dwie córeczki i zostały przyrzeczone synom Rhaenyry... Ciekawa jestem, czy w przyszłości faktycznie połączą ich więzy małżeńskie, czy też coś stanie na przeszkodzie bajkowości tej wizji. Podobało mi się to, że uchwyciłaś płytkość dziecięcego myślenia i to, że dla małego chłopca właśnie wygląd stanowi priorytet (Jace mówiący o tym, że jego wybranka jest ładna, więc wszystko cacy). Również mam nadzieję, że kiedyś dostrzeże w narzeczonej coś więcej, niźli tylko buzię. :)
    No i narodził się trzeci syn, Joffrey... Laenor zdaje się rzeczywiście nadal, nawet pośmiertnie, kochać rycerza, który już dawno temu oddał swe życie bogom. Eh... ;)
    Pozdrawiam i czekam oczywiście na kolejne rozdziały!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wielkim wrażeniem!
    Twoje opowiadanie jest dla mnie idealnym sposobem na nie umieranie w oczekiwaniu na kolejny odcinek Gry o Tron, której chce coraz więcej i więcej, a ty mi to właśnie dałaś!
    Przeczytałam wszystkie rozdziały, ale też przejrzałam filmiki na youtube. Widzę, że obie jako hobby mamy pisanie opowiadań i montowanie filmików. Witaj bratnia duszo! :)
    Zakochałam się w twojej historii i nie mogę doczekać się rozwoju wydarzeń :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Selly